Wiersze

Spojrzenie


Spojrzałem na nią ukradkiem, oczarowany, onieśmielony
Jej "boska" sylwetka Wenus obleczona karmazynową sukienką przyciągała mój wzrok kobiecym magnetyzmem
Dotknąłem ja oczami wyobraźni
Jej jedwabna, alabastrowa skóra odpowiedziała mi miękkością swej doskonałości
Widziałem jej smutek
Mówiły to Jej oczy, których błękit zmienił się w granatową otchłań
W świętokradczej modlitwie do Afrodyty prosiłem o ukojenie dla jej ziemskiego odbicia
Niespodziewanie do salonu, w którym siedzieliśmy wpadła gromadka amorków
Trzepocząc fikuśnie skrzydełkami, raziły strzałami zauroczenia gdzie popadnie
Śmiały się przy tym i dokazywały jak niesforne kociaki
Nawet nawoływanie starego Kupidyna nie przerwało ich miłosnego ostrzału
Trafiony znienacka rykoszetem, spojrzałem ponownie w kierunku Pięknej...


Lilia

Kobieta z moich sennych marzeń jest jak lilia wodna
To o niej Jezus powiedział - ganiąc ludzi opętanych mamoną, że jest piękniejsza niż Salomon w całym swoim przepychu!
Tak jak ona unosi się bezszelestnie na tafli wody, tak Ty moja kochanko muskasz moje morze pożądania...
Jesteś śladem pocałunku złożonym przez Stwórcę na błękicie wody
Kwiecie mej tęsknoty...


Bogactwa

Mowa jest srebrem milczenie złotem
Więc jestem człowiekiem ze srebra
Żyję, bo mówię, bawię się słowem
Z moich ust wypływa żywy jasny metal
Ma magiczną moc - wzrusza, raduje, smuci i oczarowuje
Czasami jednak, gdy słucham śpiewu pięknej kobiety
Przemieniam się w złoto - milczę
Uszlachetnia mnie to
Muzyka otacza mnie i topi jak w tyglu złotnika
Myślę wtenczas o pięknie i miłości tego świata
Moja dusza staje się brylantem - dla kobiety, którą kocham
 

Sen o poranku

Lubię śnić o Tobie o poranku
Kiedy człowiek zawieszony jest między snem a jawą
Kiedy dzień wypiera noc brzaskiem poświaty
Kiedy słońce wyprasza gwiazdy z firmamentu nieba
Kiedy z milczącej kruchty klasztoru dobiegać zaczyna pieśń Godzinek - "Przybądź nam miłościwa Pani ku pomocy..."
Kiedy wilgoć rosy budzi suche źdźbła  trawy
Kiedy piekarz wyjmuje z pieca - gorący, błogosławiony chleb
Kiedy nocny złodziej targany wyrzutami sumienia, kładzie się spać
Kocham śnić o Tobie o poranku...


Droga do Damaszku

Droga się dłuży do miasta starego, upał nieznośny
Głód i pragnienie rozdziera wnętrzności
Cóż się nie robi dla swojej miłości
Spala mnie płomień piekielnej gorliwości

Słyszę głos Niewidzialnego
Czy pozwolisz sługo prawy
Aby podstępny wróg zniszczył wybrany naród mój?
Sekta syna stolarza z Nazaretu, pustoszy szeregi wiernych
Skłania ich do grzechu

Wiesz Panie, że nie ustanę nigdy,
Póki śmierć nie wyznaczy życiu kres - będę przelewał ich krew
Dowiodłem tego, gdy Szczepan heretyk, bredząc coś o otwartym niebie
Zakończył życie pod gradem kamieni
Mojej wiary w to, co robię nikt i nic nigdy nie zmieni

Spienione konie, w uszach szum wiatru
W oddali widzę już mury Damaszku
Żar z nieba zsyła, niezwykłe postacie
Jedna szczególnie mą trwogę rozbudza - ma twarz Jezusa
Dobywam miecza chcę się na nią rzucać
Lecz wtedy padam, ślepy na proch ziemi
Me sługi w szale uciekają przerażeni

W gorączce słyszę - Pawle Apostole mój
Przez ciebie pół świata pozna mnie, a ciężar krzyża przytłoczy cię!
Na koniec drogi da ci Ojciec mój to, o czym marzysz
Koronę świętych - Wieniec zwycięstwa!


Upiorna noc

Duszna, upiorna, niespokojna noc!
Wiem, że oni tu są!!!
Strach i przerażenie odbiera mi sen
Cały drżę!!!
Wypita w pośpiechu butelka wódki nie przynosi ulgi
Blady księżyca blask, gdzieś w oddali dziwny wrzask...
Wiem, że oni tu są!!!
Trup kaczki i truchło koguta :-)



Los Komisarza

Herbaciarnia w "świętym" mieście, aromaty nie z tej ziemi, jeden humor mój odmieni!
Naparu łyk, mojej Kobiety oka błysk (a może brylantów jej), to nie będzie spokojny dzień...
Widziałem ją na okładce pisma z Ameryki
Gdzieś tam w dusznym Mexico City, niejeden upodlony tekilą gringo w onirycznym śnie zapragnie Ją mieć
A Ona jak ikona - cudowna, święta, piękna, niedościgniona!
Wiele mil dalej zabawa, wróżby..., leje się wosk
Hiszpańskiej dziewczynie faluje włos
Chciałbym z nią związać wieczorny swój los
Ej kiepski Komisarza los! :-(



Czwartek

Czwartek
Dzień jak co dzień
Z rana senny wykład, później lektura bluzgów i ludzkiej słabości
W międzyczasie kawa u koleżanki, która mi się podoba?
Chociaż urodę ma jakąś płaską, banalną
Wieczorem poskromię nieco moje demony, w przerażająco zimnym kościele
Szczególnie bliską mi kumpelę - Pychę. Oj, lubimy się bardzo!
Gorąca zupa - pokarm dla ciała
Czarna (jak noc), gorąca (jak piekło), słodka (jak moja Kobieta) kawa, popieści moją duszę...
Przy prymitywnej, buchającej żarem "kozie" nawet  tania namiastka piwa, smakuje jak nieoceniony bursztynowy lager
A później spotkam hiszpańską dziewczynę z którą wypłynę na wzburzone morze zmysłów i namiętności...
Znam ją z mojej wyobraźni - wysoka, z czarnymi długimi włosami, oczami w których odbija się błękit nieba, a nocą skrzenie gwiazd
Pachnąca lubczykiem kobiecości...
I zaraz potem odezwie się rzeczywistość - pomarzyć to ty se kurwa możesz!



Nikodem

Każdy musi narodzić się na nowo!
Nawet kilka razy w życiu
Błogosławieni którzy na starość umierają niemowlakami



Tęsknota

Siedzę w podrzędnym pubie, myśląc o rzeczach ostatecznych
Czy jednak być, czy mieć?
Tanie piwo nie pomaga w podjęciu decyzji
Spoglądam na smętną, zmęczoną twarz barmana i doznają olśnienia!
Tęsknię...



Płatek śniegu

Moja Kochanka jest śniegowym płatkiem
Jej krystaliczna zmienność formy, oczarowuje mnie nieustannie
Mieni się w słońcu a srebrzy w blasku księżyca
Tańcząc na błękitnym płótnie nieba, wyrysowuje fantazyjne obrazy
Wstrzymuję wtenczas oddech gdyż żar mojego pożądania jest dla niej zabójczy
A Ona z wdzięczności śmiejąc się lodowymi iskierkami, wykręca dla mnie miłosne piruety
Moje macho spuszczone z moralnego kagańca, wyje z żądzy jak dziki zwierz
A moje demony zgodnym chórem, plując jadem, syczą - musisz Ją mieć!
Opętany nieczystym uczuciem, rzucam się na Nią...
W mojej dłoni pozostaje Jej wspomnienie ... kropelka przeczystej wody



Wigilijna opowieść

Dzień dzisiejszy jest błogosławiony, pachnie choinka i karp gotowy
Zaraz zapuka gość oczekiwany, święty Mikołaj nasz ukochany
Przyniesie wór prezentów cały, będą słodycze i różne specjały
Już słychać kroki i jego sapanie, biegnę więc chyżo na powitanie
Staję jak wryty, oczom nie wierzę, zamiast Świętego - namiastka jego!
Dziad bardzo gruby i cały czerwony, mocno pijany i nieogolony
Kim jesteś maro?
Pytam przerażony
To ja twój duch bożonarodzeniowy!!!

Zakochałem się

Dziś rano zakochałem się
w pieszczotliwie szczypiącym mnie mrozie
w zimowej otulinie krajobrazu
w skrzypiącym pod moimi butami śniegu
w skrzeczącym stadzie szaro-czarnych wron
w przemarzniętych, suchych kępkach traw
w dziewczynie która przeszła obok
i tak bez końca
wieczorem zakocham się w sobie?

 

Warto

Restauracja na końcu świata w kominku skaczą psotliwe ogniki, trzymam kieliszek pełny radosnego Beaujolais Nouveau
W jego głębokim rubinie odbija się Gwiazda, której platynowa poświata dyskretnie przebija się przez lodowe kwiaty wymalowane na szybie przez mróz niedobrotę
Warto marzyć - kocham Cię


Hiszpańska dziewczyna

Czekałem na Nią w pubie "U Hansa", gdzie lata wstecz, pijąc tanie wino wpatrywałem się w ugryzione zębem czasu wojskowe nagrobne krzyże
Nasiąkając wilgocią nieznośnego szczycieńskiego klimatu, szeptałem modlitwę za żołnierskie dusze
Wyczuliłem zmysły - sokoli wzrok, słuch nietoperza, powonienie szakala - z pewnością więc nie przegapię nadejścia Pięknej!!!
Mój szwajcarski złoty, doskonały zegarek, trzymał na smyczy galopujący czas
Jeszcze nie teraz ale za chwilę pojawi się Ona!
Wiem leżący tu Panowie, że będziecie wspominali to spotkanie w nocnych rozmowach w okopach wieczności
Bo to moja hiszpańska Dziewczyna!!!
Skończyłem  jak zwykle tańcząc w dusznej melinie z farbowaną blondynką...

Jacek Wrona | tel. 0502 731 574 | 034 323 00 63 | e-mail:
Wykorzystywanie tekstów oraz materiałów graficznych zawartych na stronie surowo wzbronione.
Copyright © 2008-2017 Narkoslang.pl
Wykonanie strony: Brewka.pl